Wystąpił błąd w tym gadżecie.

piątek, 27 stycznia 2012

Teoria naćpanej małpy.

Wielu ludzi obawia się narkotyków oraz skutków jakie wiążą się z ich zażywaniem, głównie dlatego, że nie potrafią lub nie chcą rozgraniczyć narkotyków miękkich od twardych. Ale nie o podziale substancji psychoaktywnych chcę się rozwodzić, a o wpływie, jaki jedna z nich mogła mieć na ewolucję człowieka.

Terrence McKenna (1946-2000)


Teoria naćpanej małpy nie należy do mnie, wysnuł ją Terrence McKenna, amerykański pisarz, filozof i etnobotanik. Aby zrozumieć teorię naćpanej małpy należy przeczytać "Pokarm Bogów"; książka jest dostępna w wydawnictwie Okultura, a jej fragment można przeczytać TUTAJ. Jak pokrótce można wyjaśnić założenia owej teorii? Otóż, McKenna doszedł do wniosku, że ludzie pierwotni prowadzący koczowniczy tryb życia wprowadzili do swojej diety bardziej lub mniej świadomie grzyby zawierające psylocybinę, która przy odpowiednim dawkowaniu może kolejno: wyostrzyć wzrok, pobudzić libido, prowadzić do halucynacji. Grzyby, o których mowa w teorii naćpanej małpy to, znane ogółowi pod nazwą halucynek czy magicznych grzybów, psylocibe cubensis porastające swobodnie stepy, łąki, pastwiska, czyli te miejsca, jakie najbardziej interesowały praludzi, gnających swoje bydło, przy okazji, właśnie dzięki bydłu przyczyniając się do znacznego rozrostu grzybów, które najlepiej rosną na krowim nawozie. Wracając jednak do diety obfitującej w psylocybinę. McKenna uznał, że ta substancja w znaczny sposób przyczyniła się do bardzo szybkiej ewolucji człowieka z istoty prymitywnej, niepotrafiącej posługiwać się językiem złożonym do bytu zdolnego do myślenia abstrakcyjnego, umiejącego opisać otaczające go zjawiska przy użyciu wszystkich dostępnych człowiekowi zmysłów. Co więcej, teoria zakłada, że w czasach, gdy psylocibe cubensis uznano za święte grzyby, umożliwiające szamanom kontakt z Wszechbytem społeczności naszych przodków były nastawione znacznie bardziej pokojowo do samych siebie, ale i innych przedstawicieli naszego gatunku; nieobecny był w powszechnej świadomości krzywdzący dla kobiet kult władczego samca; człowieka łączył z naturą nierozerwalny łańcuch symbiozy, nie pół-pasożytnictwa, jak ma się to dzisiaj. 


McKenna w swej teorii postawił tezę, zakładającą, że wszelka sztuka, zdolność do abstrakcyjnego postrzegania rzeczy, a w końcu bogowie i religie biorą swój początek w przyjmowanej przez ludzi pierwotnych psylocybinie. Jej wpływ na istotę ludzką miał być tak ogromny, że przeskok w ewolucji, który nastąpił stanowił prawdziwie tytaniczny krok naprzód. 


Gorąco namawiam do przeczytania "Pokarmu bogów", nawet jeśli świadomość tego, że pochodzisz od naćpanej grzybami małpy nie napawa Cię zbytnim optymizmem. Książka daje do myślenia, a ostatnia część poświęcona jest w większej mierze narkotykom dostępnym dziś. I, proszę nie wyjść z fałszywego założenia, że Terrence McKenna był ćpunem i pseudonaukowcem, który usiłował znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie dla swojego nałogu. Otóż nie, McKenna ubolewał konfrontując się z problemem nadużywania substancji psychoaktywnych, a tzw. Wielką Falę Kwasową w San Francisco wręcz wyśmiewał, jako sztandarowy przykład zidiocenia społeczeństwa. Był człowiekiem, który usiłował przekonać opinię publiczną, podobnie jak Albert Hofmann (wynalazca LSD, które przypadkowo zsyntetyzował w 1938 roku), że pewne substancje zawarte w narkotykach mogą mieć pozytywny wpływ na rozwój umysłowy oraz fizyczny człowieka. Niestety, rząd i politycy zakładają na oczy od wielu, wielu lat klapki, dzięki którym nie dostrzegają bądź nie chcą dostrzegać pewnych rażących oczywistości, w związku z czym praca i dokonania badaczy pokroju McKenny zostaną jeszcze przez jakiś czas niszowe, okrzyknięte pseudonaukowymi i niemoralnymi. 

Okładka polskiego wydania "Pokarmu Bogów".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz